Marta Szymanek

Marta Szymanek: wspólne przeżywanie emocji, czyli zawód scenarzystki

13/10/2020 | autor: papayayoungdirectors.com



Czym różni się praca w teamie scenarzystów w tzw. writers roomie od tworzenia autorskiej opowieści? Jak świadomie poszukiwać własnej ścieżki kariery? Rozmawiamy z Martą Szymanek, twórczynią serialu Odwilż, wyprodukowanego przez HBO.


Ola Sobieraj: Jak zaczęłaś swoją pracę jako scenarzystka?
Marta Szymanek: Wyszło to z totalnego przypadku. Z jednej strony zawsze interesowali mnie ludzie, lubiłam też sama wymyślać różne historie, ale nigdy nie przyszło mi do głowy żeby np. żyć z pisania książek, nie mówiąc o pisaniu filmów, czy seriali. Akurat jak kończyłam swoje studia, czyli psychologię, poznałam mojego męża, który pracował wtedy jako scenarzysta i był przeładowany zleceniami. W pewnym momencie postanowiłam mu pomóc i tak się to wszystko zaczęło. Piotrek przedstawił mnie producentowi z TVN-u, potem zaczęły przychodzić kolejne propozycje i tak zaczęła się moja przygoda z pracą scenarzystki. Przyznam, że dopiero od niedawna, czyli odkąd Odwilż weszła w produkcję i moja praca scenariuszowa się skończyła, ja zaczęłam się zastanawiać nad tym, czego tak naprawdę chce. Docelowo nie widzę siebie jako scenarzystki, dla mnie zakończenie pracy na etapie tekstu nie daje mi poczucia spełnienia. Poza tym, samotność w tej pracy jak dla mnie jest dużym wyzwaniem. Za bardzo lubię ludzi i moja społeczna natura buntuje się na myśl o byciu non stop w relacji z klawiaturą.

Ta samotność w pisaniu jest trudna?
Jeśli miałabym dawać jakieś rady młodym scenarzystom to na pewno to, żeby mierzyli siły na zamiary. Fajnie mieć pomysł, ale potem trzeba na serio swoje odsiedzieć przed laptopem, żeby przelało się to na fajny efekt. Jest oczywiście też kontakt z ludźmi, ale specyficzny; dużo omawiania, pytań, przez to nie raz trzeba umieć zrezygnować z pierwotnej wizji czy przepisać coś od podstaw. To normalne, ale męczące. Nie każdy ma na to siłę, czy chęć. To jedna z podstawowych różnic między literaturą a pisaniem scenariuszy - redakcja w tym wypadku to nie poprawa składni itp. To bardzo często ingerencja w twórczą stronę. Jeśli ktoś ma mało elastyczności i nie umie przyjąć uwag - będzie mu trudno. Z drugiej strony warto też zachowywać swój głos i pozostać wiernym idei, która nas pchnęła by pisać akurat tę, a nie inną historię. Specyficzny miks cech jest tu potrzebny.

Twój pierwszy projekt to serial Prawo Agaty, potem byłaś współscenarzystką serialu Wataha. Praca nad tymi projektami to praca zbiorowa w tzw. writers roomach. Jak tworzy się historie grupowo?
Praca w każdym teamie scenarzystów wygląda dość podobnie – musi być zespół, który się spotyka i wspólnie wymyśla koncepcję, bohaterów i ich historie. Później przychodzi czas na podział pracy scenarzystów na poszczególne odcinki. Czasem zdarza się też, że jeden twórca pisze treatment, potocznie zwany drabinką (czyli zapis scena po scenie co będzie się działo), a inny np. rozpisuje dialogi. Decyzje dotyczące tego podziału pracy podejmuje head writer, czyli osoba, która spina całą opowieść. Później, w czasie zdjęć, to właśnie on jest na linii z producentem kreatywnym, pomaga ocenić na szybko czy zmiana w tekście wynikająca np. z sytuacji na planie, może zostać wprowadzona bez szkody dla historii. Ten kontakt headwriter - producent - reżyser w ogóle jest kluczowy. Bez płynności w komunikacji niestety nieraz dochodzi do błędów na planie. Łatwo jest przegapić w czasie zdjęć moment, który na papierze był tylko jednym z wielu zdań, a dla zaczytania całej historii był najistotniejszym momentem.

Przy filmach jest inaczej, bo często to reżyser pisze sobie tekst, a później sam go realizuje. W przypadku seriali scenariusz jest szlifowany często kilka lat, a reżyser dołącza na późniejszym etapie. Stąd głos decydujący ma najczęściej producent. I to od jego podejścia wiele zależy. Na ile pozwala twórcom czuć się częścią teamu, po tym kiedy odcinki zostały już napisane. W Stanach Zjednoczonych jest inaczej – za finalny odbiór serialu odpowiedzialny jest showrunner. U nas zdarzają się osoby o takiej funkcji, ale to nadal rzadkość. znajomości rzeczy.


Czy w pracy zespołu scenarzystów jest przestrzeń na pokazanie swojego stylu?
Jasne, że tak. Nie wyobrażam sobie, żeby kreatywność była zabijana w takiej współpracy. Pierwszy sezon Watahy pisał zupełnie inny zespół niż resztę (którą później współtworzyłam). Mieliśmy konkretnych bohaterów, ale stronę, w którą poszli dalej musieliśmy wymyślać wspólnie, korzystając z własnego reaserchu, inspiracji i doświadczeń. Wszystko, co dzieje się na ekranie wynika z pomysłów grupy. To moim zdaniem później widać, że np. bez danego scenarzysty postać nie byłaby tak śmieszna, czy wzruszająca. Ale tu oczywiście też ogromna rola aktorów i ich interpretacji tekstu.

Zaczynałaś od serialu prawniczego, przeszłaś przez Watahę, a teraz jesteś prawie na finiszu swojego autorskiego projektu realizowanego przez HBO Odwilż. Jak się zmieniało klimat z prawniczo-melodramatycznego serialu na kryminał?
Ja zawsze chciałam zrobić coś, co bardziej leży w moim kręgu zainteresowań. Od dziecka kochałam kryminały, więc napisałam kryminał. Nie tyle dla intrygi i śledczej strony - choć to też, ale nawet bardziej z potrzeby wykreowania pełnokrwistych postaci, konfrontujących się z tym czego najbardziej się boją. Przeprowadzenia ich przez tę drogę. Tu na pewno przydała się psychologia.

O czym będzie Odwilż?
O policjantce – samodzielnej matce, która po śmierci męża „zamroziła się” w żałobie. Teraz, poprzez prowadzone śledztwo musi skonfrontować się z własną stratą i przeżyć tytułową odwilż. To opowieść o bólu i samotności, ale jednocześnie o poszukiwaniu nadziei w mrocznym i niełatwym świecie.

Jak powstawał koncept serialu?
Outline Odwilży i pilotowy odcinek HBO kupiło ode mnie 6 lat temu. Wtedy jeszcze uczestniczył w tym Piotrek - mój mąż. Finalnie HBO nas rozdzieliło w momencie, gdy Piotrek dostał propozycję headwritingu Watahy, a ja - jako pomysłodawca koncepcji - pozostałam przy Odwilży, do Watahy dołączając trochę później. Przez lata wiele elementów tego projektu zmieniło się o 180 stopni, było przegadywanych i przepisywanych we współpracy z producentami i script doctorami. Natomiast pierwotna koncepcja pozostała - co daje mi poczucie że nadal to moje „dziecko”. Na pewno inspiracją były dla mnie seriale takie jak The Killing, Top of the Lake, czy True Detective. Dużo wtedy tego oglądałam i któregoś dnia przyszedł mi do głowy pomysł na kryminał, którego jeszcze nie było. Przez lata bałam się, że ktoś na pewno wpadnie na podobny pomysł – nie wiem jakim cudem tak się nie stało. Albo się stało, a ja nic o tym nie wiem. Ale też producenci w HBO zawsze uspokajali mnie, że Odwilż to nie sam kryminał, a równie ważny dramat/thriller - to jak śledztwo rezonuje z główną bohaterką. Przekierowanie uwagi na ten wymiar bardzo dużo mi dało. Z perspektywy czasu lubię widzieć, jak przez lata trenowania rzemiosła wyuczyłam się (i nadal się uczę) dawkowania napięcia i emocji. Można dużo mówić o metodach pisania scenariuszy, różnych technikach – ja jednak myślę, że w pisaniu jest coś z “muzyki”. Musisz być w scenach, które piszesz, czuć je - to napięcie niesie cię, ale też czasem słabnie. To sygnalizuje, że coś jest nie tak z tekstem i trzeba go poprawić. Bardzo lubię podążanie za tym rytmem. To trochę wynagradza prasowanie tyłka przed monitorem.

Jak stworzyłaś swoją główną bohaterkę?
Tworząc moją bohaterkę, szukałam tematu społecznego, o którym mało się mówi. Tak dzięki reaserchowi zaczęłam czytać o młodych wdowach i tym jak społecznie są oceniane. Z jednej strony mają cierpieć po stracie męża, z drugiej nie za bardzo, żeby ludzi nie odstraszać i nie obciążać sobą. W tym wszystkim jest poczucie winy. A już jak jest się matką - Matką Polką - poprzeczka idzie w górę. Poza tym zależało mi, żeby stworzyć postać wiarygodną, która jak każdy z nas ma swoje strategie radzenia sobie i broni się przed bólem, który mógłby ją przerosnąć. Chciałam, żeby widzowie odkrywali z bohaterką nie tylko śledztwo i kolejne tropy, ale i kolejne warstwy jej samej. Ciekawe okazało się osadzenie tej sytuacji w relacji: matka – córka. W trakcie pisania sama też zostałam mamą, co nie bezpośrednio, ale jednak myślę że miało wpływ na historię i spojrzenie na nią.

Twoje psychologiczne wykształcenie miało wpływ na sam scenariusz?
Od zawsze ciekawiło mnie to dlaczego ludzie robią to, co robią. Ile z tego wynika z nas, a ile z otoczenia w którym żyjemy. Czemu np. tak często okłamujemy sami siebie w wielu kwestiach? W ogóle wydaje mi się, że serial/film ma dużo wspólnego z psychoterapią. Kiedy człowiek idzie do terapeuty, przychodzi z założeniem, że ma jakiś - najczęściej konkretny problem „do załatwienia”, a potem dopiero urealnia sobie, że to tylko czubek góry lodowej i bez konfrontacji z właściwym problemem nie pójdzie się dalej. Wydaje mi się, że filmy i seriale mają w sobie moc odkrywania w widzach trochę zbliżonych emocji. Myślę, że dlatego nadal czuję dla siebie miejsce w tej branży. Lubię sobie i innym fundować katharsis.

więcej aktualności >>

WSPÓŁPRACUJEMY

Gildia Scenarzystów Polskich, ul. Odolańska 30/1, 02-562 Warszawa, Polska
© Copyright 2020-2021 Związek Zawodowy Scenarzystów Polskich – Gildia Scenarzystów.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Made in: Studiograficzneweb